ARTYKUŁY

Jarek Obważanek

Rynek komiksowy u progu 2009 roku

Kierunek: miniaturyzacja

Wydawane w Polsce komiksy przez ostatnie lata wyraźnie przybierały na objętości, nawet te z oficyn skupiających się na alternatywie. "Black Hole" z Kultury Gniewu miało 352 strony, a "Prosto z piekła" czy "Blankets" od timofa i cichych wspólników blisko 600. To objętości, które w momencie premiery zbiorczego "Kajtka i Koka w kosmosie" (2001 rok, wyd. Egmont Polska) zdawały się kosmiczne. Jednak w międzyczasie okazało się, że czytelnicy wolą jeden grubszy komiks niż niepewny los serii wydanej w niezliczonych odcinkach, dlatego duże objętości stały się powszedniejsze. Amerykańskie wydania zbiorcze przestały być krojone na kawałki (Mandragora zdecydowała się nawet na przedruki marvelowskich "Essentiali"), a Egmont w celu ratowania nieco słabiej sprzedających się serii frankofońskich, zaczął drukować je w albumach łączących po 2–3 oryginalne tomy.

Najpoważniejszym krokiem na tej drodze było uruchomienie nowej kolekcji "Mistrzów komiksu" w 2005 roku oraz "Plansz Europy" dwa lata później. W ramach tych twardookładkowych kolekcji Egmont wprowadził na polski rynek wiele długo oczekiwanych tytułów w opasłych, ciężkich tomach w niebagatelnych jednostkowych cenach dobiegających do 150 zł (droższy był jedynie "Świat Edeny", który wydano w dwóch tomach sprzedawanych łącznie). W roku 2009 Egmont najwyraźniej nie zamierza pobijać cenowych rekordów w tych kolekcjach, bo w zapowiedziach znalazły się głównie one-shoty i krótsze serie (za wyjątkiem wydanego już "Arq" i planowanej na koniec roku "Marthy Washington").

Jednocześnie największy polski wydawca zdecydował się na zupełnie nową strategię, którą zasygnalizował już w 2007 roku, wydając "Marzi". Jest nią miniaturyzacja, która pozwala na wyraźne obniżenie ceny, a więc także poszerzenie kręgu potencjalnych odbiorców. W jednym tomie polskiej edycji "Marzi" znalazły się dwa tomy edycji frankofońskiej, a dzięki zmniejszeniu formatu niemal udało się zachować cenę standardowego 48-stronicowego albumu w twardej oprawie. Egmont poszedł za ciosem, wprowadzając na polski rynek serie superbohaterskie w amerykańskim formacie digest, w którym za 8 zł proponował aż 4 zeszyty przygód np. Spider-mana. Pomniejszył też kilka dziecięcych serii frankofońskich ("Kid Paddle", "Titeuf", "Lou!"), jak również "Gwiezdne wojny" – wszystko bez większej szkody dla lektury, a ze sporą ulgą dla portfeli.

Jednak powyższe przykłady to dopiero początek tego trendu, który można by pochopnie ocenić jako reakcję na rynkowy kryzys, gdyby nie pojawił się wcześniej. Egmont w wielkiej międzynarodowej koprodukcji wydał w lutym trzypaki "Tintina" w atrakcyjnej cenie 39,00 zł za prawie 200 stron komiksu w twardej oprawie na papierze kredowym. Uruchomił też wiele nowych kolekcji ("Science Fiction" i "XX wiek. Wiek XXI" wystartowały w marcu, "Zebra" w kwietniu, a "Sensacja" w maju), w ramach których wydawane są komiksy w zmniejszonych formatach i miękkich oprawach. Dzięki tym zabiegom rok 2009 może okazać się wyjątkowo atrakcyjny, bo grube komiksy będą sprzedawane w cenach, jakich nie widzieliśmy do wielu lat. Niewielkie zmniejszenie formatu przy wyraźnym zmniejszeniu cen może zadziałać na wyobraźnię czytelników – nie tylko tych, którzy są od komiksów chorobliwie uzależnieni.

W ramach jednej ze zminiaturyzowanych kolekcji Egmont zdecydował się wkroczyć na pozycje, które dotąd zarezerwowane były dla mniejszych wydawnictw. Wprowadzenie na rynek w ubiegłym roku "Pirata Izaaka" Blaina było pierwszym sygnałem, że okręt Egmontu wpływa na alternatywne wody, a zapowiedzi na 2009 rok, wśród których pojawiła się "Wyspa Burbonów rok 1730" samego niepokornego Lewisa Trondheima, potwierdziły, że walka o wyrobionych odbiorców dopiero się zaczyna.

Alternatywa trzyma się mocno

Jednak nie wszyscy wydawcy myślą o zmniejszaniu formatów, czego wyraźnym dowodem jest "Komiks W-wa" o wysokości 40 centymetrów, wydany w marcu przez Kulturę Gniewu. Edytora, który wyrósł na polski Reprodukt czy może Drawn & Quarterly i od lat utrzymuje pozycję najciekawszego wydawcy komiksowej alternatywy, proponując bardzo zróżnicowane tytuły. W roku 2008 udowodnił, że potrafi trzymać rękę na pulsie, a nawet znakomicie przewidywać – nie tylko zakupił licencję na "Przybysza" nagrodzonego w Angoulême rok temu, ale i na "Pinokia", który otrzymał podobną nagrodę w tym roku, gdy polski edytor już dawno miał zaklepany jego przedruk nad Wisłą.

Dzięki Kulturze Gniewu mogliśmy przekonać się, że włoski komiks to nie tylko "Dylan Dog", ale też bardzo barwna alternatywa, którą tworzy Igort ("5 to liczba doskonała") czy Gipi ("Sala prób"). Z kolei Taurus Media, dzięki staraniom Kuby Jankowskiego, odkrył przed nami niezwykłe komiksy portugalskie (takie jak "Najgorsza kapela świata"), natomiast timof oraz Zin Zin Press wprowadzili na nasz rynek prace naszych najbliższych sąsiadów (czeskiego "Aloisa Nebla" czy ukraińsko-rosyjską "Sukę").

Wspomniany wyżej Taurus, po początkowym zainteresowaniu komiksem amerykańskim, wyraźnie skręcił w stronę europejskiej alternatywy, serie zza oceanu pozostawiając Egmontowi oraz nowym graczom: Musze i budzącemu się z długiego letargu Manzoku. Natomiast timof więcej uwagi poświęca ostatnio rynkom zagranicznym, rzadziej niż na początku, drukując zeszyty polskich autorów. Uruchomił też z nowymi wspólnikami (m.in. Maciejem Pietrasikiem z Taurusa i Pawłem Sawickim) imprint Mroja Press, który wg zapewnień założycieli ma drukować komiksy, jakie nie ukazałyby się ani nakładem timofa, ani Taurusa (w zapowiedziach m.in. tytuły Frederika Peetersa oraz Lewisa Trondheima).

Nisze w niszy

Na rynku w 2008 roku pojawiły się oficyny, które zdecydowały się na bardzo wyrazisty profil wydawniczy. Abiekt.pl koncentruje się na szeroko pojętej literaturze homoseksualnej ("Konrad i Paul", "Fun Home"), z kolei Hella Komiks drukuje przede wszystkim niewyszukaną pornografię (chlubnym wyjątkiem od tego kierunku jest "Szalona z Sacre-Coeur"). Na tegorocznych WSK zadebiutował też Ongrys, nowy edytor specjalizujący się w reprintach starych polskich komiksów (m.in. "Kubuś Piekielny" Szarloty Pawel).

Pewną rodzaju niszę reprezentuje też Hanami, wydawca skoncentrowany na prezentowaniu polskiemu czytelnikowi poważniejszej mangi (w tym m.in. prac Jirō Taniguchiego). Obecne na rynku od wielu lat oficyny drukujące japońskie komiksy wyraźnie stronią od eksperymentów – publikują bezpieczne, poczytne tytuły fantastyczne czy humorystyczne i rzadko decydują się na inną tematykę. Waneko, mimo pewnych prób wejścia z poważniejszymi tytułami, najwyraźniej woli trzymać się sprawdzonego schematu i uruchamia kolejne łatwe, lekkie i przyjemne serie, takie jak "Miłość krok po kroku". Z kolei J.P.Fantastica sparzyła się na sensacji rysowanej przez Ryoichi Ikegamiego i musiała ograniczyć nakłady "Heata" i "Crying Freemana", by w ogóle utrzymać te serie na rynku. Czas pokaże, czy w takiej sytuacji oferta Hanami spotka się z wystarczającym zainteresowaniem czytelników.

[Jarek Obważanek]

Konsultacja: Łukasz Babiel i Shylock

Artykuł ukazał się pierwotnie w 9. numerze "Zeszytów Komiksowych".

Rynek komiksowy u progu 2009 roku - WRAK.PL - Komiksowa Agencja Prasowa