|
bekon
|
 |
« : Czerwiec 06, 2009, 14:45:44 » |
|
Jedynka zaczynała się jak telewizyjny horror z lat osiemdziesiątych. Potem pokazywała pulpową z genezy postać, która staje się czymś znacznie ciekawszym, co zresztą fajnie dopełnia się na początku dwójki. Potem przychodzi historia kojarząca się z delanowskim Hellblazerem (to nie zarzut, w końcu hellblazer to późniejszy spin off ST) - z początku taka sobie, bo nie ma w niej za wiele Potwora, ale potem, kiedy Swamp Thing przechodzi do "innego wymiaru" robi się znacznie lepsza i tam przychodzi to, co dla mnie najciekawsze. W scenie ucieczki z piekła zaczynają nagle sypać się pomieszania pojęć z fizyki i matematyki oraz powiedzmy mistyki, głównie za sprawą sposobu wypowiadania się Etrigana, to brzmi jak jakaś wiedźmia recepta.
"Nie dajcie mu czasu na otwarcie okna chemicznego!" (demony)
"Kwantowe diabły i cheruby (...) kwadrat z minus dziewięciu, koło do kwadratu, wszystko naprzeciw trzech wymiarów. Niekształtne przejście się otworzy wśród krwawych kątów" (Etrigan)
To brzmi jakby Moore pokazywał piekło i w ogóle zaświaty jako coś co istnieje w zgodzie z nauką, tylko co jest dla nas wciąż mało pojęte. Wymiary, struny (o co w tym właściwie chodzi, anyone?), kwanty. Fajne spojrzenie, nie powiem, wpisujące się chyba w magiczno-masońskie sympatie Moore'a.
Co sądzicie o tym i o komiksie w ogóle? Dla mnie mocno nierówny, ale i tak wart uwagi.
|